14. września 2018

Uświadomiłam sobie wczoraj, że od niektórych wydarzeń i rozmów minęło bardzo dużo czasu. Na tyle dużo, że powinny już nie mieć znaczenia. Coś się pojawiło, wywołało u mnie takie czy inne uczucia i zniknęło, a ja nadal się tego trzymam, bo nienawidzę jednocześnie zmian, jak  i rzeczy, których nie mogę zmienić. 

Ostatnio często muszę pewnej osobie powtarzać, że kiedy ktoś zachowuje się, jakby mu na tobie nie zależało, to najprawdopodobniej tak właśnie jest, ale bez skutku. I oczywiście wiem najlepiej, że bardzo trudno wbić to sobie do głowy i że bardzo łatwo jest twierdzić, że “moja sytuacja jest inna, to wcale nie jest tak jak mówisz” (kiedy zwykle sytuacja wcale nie jest inna i jest dokładnie tak jak mówię, bo jak wiadomo nic nowego pod słońcem).

Mogę wychodzić na kogoś, komu wydaje się, że wszystko przeżył, wszystko wie najlepiej i pozjadał wszystkie rozumy, ale nie czuję się tak. Jestem tak głupia jak wszyscy inni, jak wszystkie moje koleżanki, niezależnie od tego czy mają dwadzieścia czy pięćdziesiąt lat. Co z tego, że wiem co powinna jedna z drugą zrobić w danej sytuacji, skoro wiem też, że nieważne co ci ktoś mówi, i tak będziesz uważać siebie za wyjątek od reguły i dopiero czas ci pokaże, że jak zwykle nie miałaś racji.

Moje podejście do ludzi jest okropne. W pewnym momencie chyba uznałam, że mam zdecydowanie za mało energii na utrzymywanie kontaktu z dużą grupą znajomych. Zawsze męczyła mnie nieszczerość części osób i zwyczajna ukryta niechęć, która albo sprawiała, że byłam po jakichkolwiek spotkaniach absolutnie wykończona, albo mi umykała, i dopiero po czasie dowiadywałam się o jakichś animozjach przy okazji nieobecności danej osoby, która to nieobecność widocznie dawała przyzwolenie na objechanie jej z góry na dół.  Mam dwie koleżanki, ale żadnej nie mówię wszystkiego i nie potrafię mieć z nimi takiej relacji, jak kiedyś z chłopcem, który wszystko to zepsuł, bo widocznie uznał, że skoro mu się nudzi po przeprowadzce do rodzinnego domu, to dla urozmaicenia sobie życia może złamać mi serce. Mam kogoś jeszcze, z kim nie potrafię mieć takiej relacji, jaką chciałam mieć z chłopcem, który złamał mi serce. Nawet marzyć już o takiej nie potrafię. I z jednej strony czuję się jak oszustka, ale z drugiej czy zawsze muszą być fajerwerki? 

Chcę wrócić do pisania, do książek, do filmów, do muzyki. To pomaga zrobić porządek w głowie. 

Ktoś wypełzł ze swojej leśnej kryjówki.


playground